gazsacz.gif (13294 bytes)
strona powitalna; czol1ico.gif (17172 bytes)
Nowy Sącz na żywo
 

O wizycie
telewizji w
Nowym Sączu

Partnerstwo dla samorządu terytorialnego.
Jarosław Chodecki, wspólnie z Danutą Borek, od kilku dni przygotowywał na miejscu, w Nowym Sączu, zręby scenariusza, o którego kształt toczyły się zresztą zakulisowe boje z gospodarzami miasta. Autorzy audycji chcieli koniecznie prowadzić transmisję na żywo z Sądeckiego Parku Etnograficznego, a prezydenta i starostę widzieliby najchętniej ubranych w stroje lachowskie lub górali z Łącka. Na szczęście zwyciężył kompromis, ratowany później nieuchronną improwizacją.
Studio urządzono w mieszczańskich wnętrzach Galerii Marii Ritter, z obrazami artystki i meblami z epoki Ludwika Filipa w tle. Obraz z Nowego Sącza, z widokiem stuletniego ratusza i nielicznych jeszcze o tej porze przechodniów, pojawił się punktualnie o godz. 6.02.
   Sądeckie wywiady redaktorzy Anna Pawłowska i Jerzy Matusiak (zastąpił w ostatniej chwili Jerzego Kisielewskiego) rozpoczęli od Jana Dobrzańskiego, przedstawiciela znanego rodu zegarmistrzów. Pan Janek opowiedział o swoim imienniku, dziadku Janie, który osiadł w Nowym Sączu w 1901 roku, o zegarze na wieży ratuszowej i historii młodej Żydówki, która podczas okupacji hitlerowskiej znalazła schronienie w zegarowym pomieszczeniu i ocalała w dniach pacyfikacji getta.
   W klimat wyjątkowości Nowego Sącza wprowadziła telewidzów przewodniczka PTTK Irena Styczyńska, przywołując postać średniowiecznego alchemika i uczonego Michała Sędziwoja, który mieszkał w sądeckim rynku, a podczas licznych podróży po świecie posiadł tajemnicę przetapiania zwykłego metalu na złoto.
   Wiceprezydent Leszek Zegzda miał okazję opowiedzieć o sądeckiej oświacie, a Leszek Kusal, z komputerowej firmy "Optimus", o współpracy edukacyjnej. Słuchacz PWSZ Mirosław Witkowski, laureat niedawnej "Szansy na sukces", zaśpiewał z big bandem Mariusza Pikuły "Ad Hoc" słynny standard jazzowy Duke'a Ellingtona "Satine doll". Owoce ze współpracy z miastami rozsianymi po całym świecie oraz z udziału w międzynarodowych projektach szkoleniowych zaprezentował sekretarz miasta Mojciech Piech.
   Polemicznie nieco wypadła dyskusja pomiędzy artystą rzeźbiarzem Andrzejem Szarkiem a wiceprezydentem Piotrem Pawnikiem. Oto powrócił na nowo zamysł przyozdobienia dachów sądeckich blokowisk wielkimi formami rzeźbiarskimi - czajnikami. Szarek, idąc za ciosem, chce też stojący przy dworcu PKP parowóz przeobrazić w... monstrualnego nosorożca.
Zgodnie z tytułem audycji, właściciel jednej z sądeckich palarni kawy Adam Surma przedstawił niejako filozofię "kawiarstwa", sprowadzającą się do tezy: - Z kawą jak z pieczywem: jest dobra, gdy jest świeża i absolutnie nie mielona.
   Niektórzy z rozmówców nie kryli jednak zdziwienia, że w porcelanowych (Miśnia!) filiżankach nie bylo tytułowej kawy czy herbaty. Naczynia służyły tylko do dekoracji.
   Dobrze - co nie zawsze się zdarza - wypadli lokalni politycy. Posłowie Andrzej Szkaradek z AWS i Kazimierz Sas z SLD oraz starosta Jan Golonka mówili o zgodnym współdziałaniu, dając wyraźny sygnał do Warszawy, że można dla dobra wspólnego współpracować ponad podziałami politycznymi. Sas wspomniał o charakterystycznej dla Sącza kontynuacji, mówiąc o tzw. eksperymencie sądeckim na przełomie lat 50 i 60 oraz osiągnięciach władz samorządowych pod wodzą poprzedniego prezydenta Jerzego Gwiżdża. Atmosferę pochwał studził nieco Andrzej Czerwiński, zauważając:
   - Jeszcze przed nami wiele do zrobienia, sporo ulic i chodników do wyreperowania. Na szczęście duch przedsiębiorczości w narodzie sądeckim nie ginie, ludzie tu zawsze próbowali zmieniać rzeczywistość, mieli marzenia...
   Bodaj najbardziej przekonywująca okazała się prezentacja ekologicznej idei zintegrowanej produkcji zdrowych owoców, od lat wdrażana w życie m.in. przez prof. Adama Szczygła z Instytutu Sadownictwa w podsądeckiej Brzeźnej. O mobilności miejscowych gastronomików, handlowców i rzemieślników mówili ze znawstwem Jerzy Pazdan ("Cechowa") i Piotr Tengowski, cukiernik, prezes Zarządu Izby Rzemieślniczej. W ich przypadku akurat biznes idzie w parze z promowaniem kultury (koncertami, aukcjami dzieł sztuki, spotkaniami z pisarzami). Potem był Tomasz Szwed ze znamienną piosenką "Nic sobie nie robię z obecności granic, liderów wszystkich partii mam za nic..."
kapela.jpg (45733 bytes)
   Wielkim nieobecnym (przebywa w USA) był rektor WSB-NLU, przywoływany w rozmowie z dyrektorem tej uczelni: Tadeuszem Węgrzyńskim i studentami Joanną Nykiś i Danielem Tymoszczukiem. Sądecka szkoła ze swoim rektorem jest bodaj najbardziej znaną wizytówką firmową Nowego Sącza na arenie ogólnopolskiej.
   Prowadząca audycję - tuż po finale (na rynku zagrały wspólnie dwie orkiestry: Straży Granicznej i góralska z Łącka) -  Anna Pawłowska nie kryła satysfakcji.
   - Dzięki zaangażowaniu wielu sądeczan zrobiliśmy chyba dobry program. Operatorzy mówili o doskonałym wręcz tle do zdjęć w galerii Marii Ritter. Przykład wczesnoporannych pogadanek, zaczerpnięty z amerykańskiej telewizji, zyskał w Polsce aprobatę i sprawdza się. To wielka przygoda. Sami się dużo uczymy. Chętnie tutaj powrócę.
   Drobne potknięcia nie zepsuły ogólnego wrażenia. "Kawa czy herbata?" była znakomitą promocją Nowego Sącza i Sądecczyzny (również za pośrednictwem Telewizji Polonia na cały świat). To tak jak na weselu: dostrzegliśmy tylko urodę, wdzięk i piękną suknię panny młodej, celowo niezauważając wad i felerów.
   A swoją drogą rzeczywiście obraz Nowego Sącza z zewnątrz, dla przyjezdnych, jest o wiele bardziej pozytywny niż dla mieszkańców. Z daleka widać mniej, przede wszystkim same blaski.

Podpis do zdjęcia: orkiestry na rynku Nowego Sącza.
Jerzy Leśniak

 

ponico.gif (1106 bytes)

wtorico.gif (821 bytes)

sroico.gif (806 bytes)

czwaico.gif (836 bytes)

piaico.gif (816 bytes)

© Copyright  2000 by Tomasz Pyć * Wszystkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.