Mostek w Nowych Budach. Przy brzegu zbierają się dzieci, pytają ile kosztuje ponton, ile osób może nim płynąć, skąd płyniemy i dokąd. My ich za to pytamy o stan wody, o to czy słyszeli, by płynął ktoś tędy, o to, jak podczas takich roztopów mogą chodzić do szkoły. Przenosimy ponton i kontynuujemy podróż. Pogoda nie najlepsza, szaro, czasem siąpi deszczyk, czasem znów przez chmurę wyjrzy bledziutkie słońce. Kanał rozszerza się do 10 metrów, Z lewej strony 2 km za mostem ładne miejsce na biwak, Silny wiatr czołowy utrudnia wiosłowanie, w szkwałach posuwamy się bardzo wolno. Kanał wychodzi z lasu, rozlewa się szeroko po polach, Kładki śmiesznie sterczą pośrodku tak. że można je bokami opływać. W jednym miejscu przewozimy przez kanał dziewczynki. Słuchamy opowiadania jej matki o dzieciach, o tym, że w tym roku wyjątkowo duża woda, dostajemy życzenia na dalszą drogę i płyniemy dalej. Z prawej strony od dłuższego czasu widać było wydmy, teraz przybliżają się razem z lasem do brzegów. Z lewej zagajniki, mostek kolejki zwożącej drzewo.
Wysiadamy na prawym, ładniejszym brzegu, jemy mały obiad, chłopak miejscowy robi nam zdjęcie, by uwiecznić "dzielny" zespół. Jeszcze dwa kilometrym lasu po prawej stronie i następuje długi, monotonny odcinek. Wiele mostków, pod kilkoma przepływamy, przez inne musimy przenosić ponton. Kanał zakręca, łączy się z mniejszymi. Rozlewisko coraz większe, robi się mroczno, drogi trzeba szukać jak na jeziorach. Nagle słychać szum, okazuje się, że woda jest tu spiętrzona przez jaz na wysokość około 20 cm, Postanowiliśmy przeskoczyć. Na przeszkodę wprowadziliśmy ponton równo, chwila emocji, wiry obróciły nas o 360 stopni. Zbliżamy się już po cierniku do Tułowic. Płyniemy zupełnie na wyczucie, przepływamy pod mostem kolejki Wyszogród i pod mostem drogowym. Przybijamy do cypla po lewej stronie,ładny las na małym wzniesieniu.
O godz. 19 rozbijamy namiot, palimy ognisko, suszymy skarpety, kolacja, Teraz wspomnienia, te dzisiejsze i dawne, Fajnie jest na włóczędze, ale wszystko się kończy, jutro już czekają nas obowiązki. Przepłynęliśmy ok, 26 km. Do Wyszogrodu pozostało nam jeszcze spływu na trzy godziny. Ale nie mamy już czasu i trzeba się z tym pogodzić. Nazajutrz wstajemy o godz. 5.00 i wracamy pociągiem do Warszawy. Może jeszcze tu wrócimy.
|