- Od kilku lat przygotowujesz
i prowadzisz wtorkowe wydania programu "Kawa czy herbata". Prawie wszyscy
prezenterzy "Kawy" skarżą się, że w dniu programu muszą bardzo wcześnie
wstawać...
- To prawda. Kiedy mam program, nastawiam aż trzy budziki na 4.00, ale zwykle o tej
porze jestem już na nogach. Myśl, że mógłbym zaspać, spędza mi sen z powiek.
Wyobrażam sobie zamieszanie w studiu: nerwowe telefony czekającej na mnie ekipy,
zerkanie na zegarek, gorączkowe odliczanie czasu... Na szczęście, do tej pory nigdy
się to nie zdarzyło. - Ale zdarzyło się pewnie, że jakiś gość nie dotarł na
czas?
- Owszem, a ponieważ sztuczne wypełnianie 6 minut przeznaczonych na rozmowę jest
straszne, porwaliśmy do studia innego gościa, z niedokończonym makijażem. Cała ekipa
miała zepsuty humor.
- Zespół "Kawy czy herbaty" to przyjaciele?
- Wszyscy bardzo się lubimy. Prawdziwie zakumplowani jesteśmy jednak tylko w swoich
zespołach: poniedziałkowym, wtorkowym itd. Na prywatne spotkania nie mamy zbyt wiele
czasu: zawsze ktoś gdzieś gania albo siedzi w montażowni, bo następnego dnia rano ma
program.
- Nie masz trochę żalu do losu, że nie jesteś tak popularny, jak prezenterzy
programów w najlepszym czasie antenowym?
- Absolutnie nie zależy mi na popularności. Nigdy nie lubiłem wychodzić przed
zespół. Gdybym był piłkarzem, nie grałbym w ataku, ale na pozycji, w której rozgrywa
się piłkę i cieszy, że inni strzelają bramki.
- Mówisz o piłce nożnej, a podobno bardziej pasjonuje Cię motoryzacja?
- Do niedawna miałem wręcz oznaki lekkiego maniactwa. Pożerałem książki i
wszystkie pisma motoryzacyjne. Jednak, po pół roku całkowitego uzależnienia od
motoryzacji, teraz trochę oprzytomniałem.
- Dlatego, że zacząłeś robić prawo jazdy?
- Między innymi. Długo nie mogłem zrobić kursu, bardziej niż notatki o ruchu
drogowym pociągało mnie pójście do kina, na jakiś koncert. W końcu zdobyłem się na
męską decyzję i postanowiłem zdać egzamin na prawo jazdy. Żeby tego dokonać,
część ubiegłorocznych wakacji poświęciłem na specjalny, dwutygodniowy kurs w
Krynicy Górskiej.
- Ciężko było?
- Nielekko. Od rana do wieczora zajmowałem się wyłącznie ruchem drogowym,
zapomniałem, że istnieje świat, nie czytałem książek ani prasy. Znałem za to na
pamięć repertuar zespołu muzycznego z sali dancingowej, która znajdowała się obok
naszego pensjonatu. Ale wytrwałem. Teraz spokojnie przemieszczam się po Warszawie,
jeżdżąc z maksymalnie dopuszczalną prędkością.
- Ile masz czasu na życie pozazawodowe?
- Sporo.
- Kiedyś było inaczej?
- Liczyła się tylko praca. Kiedy byłem w Radiu Eska, przygotowania do każdej
audycji zajmowały mi wiele godzin, a po emisji nie mogłem zasnąć w nocy.
Zorientowałem się jednak, że przy takim rytmie życia wiele tracę. Teraz staram się
nadrobić stracony czas, wiele podróżuję, ostatnio po Europie. Przed każdą podróżą
biegam po księgarniach i kupuję stosy przewodników.
- Gdzie wyruszysz w tym roku?
- Jeszcze nie wiem. Może kolejny raz do Portugalii? Kocham tamten klimat i
krajobrazy. No i oczywiście kuchnię - bez dobrej kuchni nie da się dobrze wypocząć...
|