19.03.2006 r. * Strona "Telewizji Edukacyjnej". © Informacje: Bogdan Czubasiewicz. Opracowanie: Tomasz Pyć.
Ryszard Czajkowski
Geofizyk, dziennikarz, operator filmowy, pisarz, reporter, publicysta, podróżnik, polarnik, członek The Explorers Club oraz innych organizacji.

Okładka książki znanego dziennikarza ze Szczecina.


© Bogdan Czubasiewicz,
"U dołu globusa"
rozdział "Biała noc pod namiotem"; strona 78.
Krajowa Agencja Wydawnicza
Szczecin 1980; wydanie 1.
Whisky z kawałkiem lodowca.
/.../ W świetlicy poznaję kilku zacnych ludzi nauki. Krzysztof Zubek - zimownik o długiej, ciemnej brodzie zaprasza mnie do swojego pokoiku, w którym przebywają już jego zmiennik - Leszek Kumoch i Ryszard Czajkowski - geofizyk, który przypłynął tu na okres antarktycznego lata.
- Może whisky na rozgrzewkę? - proponuje Krzysztof Zubek.
- Ryszard zaparzy po swojemu herbatę , będzie naprawdę wyśmienita - zachwala.
- A lód? - pyta Leszek Kumoch.
- Właśnie, tylko na dworze trochę wieje i leje - odpowiada pan Ryszard.
- Chwileczkę - przeprasza gospodarz.
Zakłada ciepłą kurtkę, wełnianą czapę i wychodzi. Po chwili jest już na miejscu. W ręku trzyma bryłę lodu.
- Whisky z kawałkiem autentycznego lodowca chyba pan jeszcze nie pił?
Nagle ogłoszono alarm. Wypadek? Zubek i Kumoch skoczyli jak oparzeni. Błyskawicznie naciągali na siebie nieprzemakalne stroje w kolorze ochronnym z pneumatycznymi kamizelkami ratunkowymi i czym prędzej wybiegli. Przez okno widziałem jak wskakiwali do jadącego już łazika, który pomknął na "jedynkę".
- Taka jest Antarktyda - zauważa stary polarnik Ryszard Czajkowski. - Spokojnie, spokojnie i nagle coś niesamowitego się dzieje. Pan wie, co mogłoby się stać, gdyby szalupę zdryfowało na lodowiec? Lepiej o tym nie myśleć.
Spojrzałem na zegarek. Minuty stawały sie teraz godzinami. Ratownicy nie wracali. Czy uda im się ściągnąć z dryfu szalupę z przemoczonymi i przemarzniętymi ludźmi? Fale na zatoce coraz większe, amfibia nie może już zejść do wody.
Wrócili. Czerwone od zimna i słonej wody twarze, zgrabiałe ręce.
- Załatwione! - powiedzieli tylko jedno słowo, ale wyjaśniało ono już wszystko.
- Cholerna pogoda - zaklął któryś.
Młotkiem rozbiliśmy kawał lodu. Nieforemne kostki z tysiącem wewnątrz pęcherzyków powietrza wspaniale strzelały chłodząc trunek, który powoli łagodził nasze podenerwowanie. /.../

© Copyright by Ryszard Czajkowski Tomasz Pyć. Wszystkie prawa zastrzeżone. All rights reserved